Drukuj

Blues jak sok jednodniowy

Wywiady: Sebastian Truszkowski
Krzysiek Sikorski
Krzysiek Sikorski
Punktem wyjścia do rozmowy z Krzyśkiem Sikorskim, wokalistą zespołu Piotrek Franczuk Blues Band, było zwycięstwo, współorganizowanej przez grupę, "Siedleckiej Fali Bluesa" w plebiscycie "Kulturalne Wydarzenie Roku 2013". Była to okazja do porozmawiania nie tylko o samym koncercie, ale także o muzyce bluesowej i zespołowej chemii.

Sebastian Truszkowski: Jak z perspektywy czasu patrzysz na "Siedlecką Falę Bluesa"?
Krzysiek Sikorski: Był to dla nas koncert szczególny. Szansa do pokazania się przed szerszym gronem widzów, do zaistnienia na kulturalnej mapie miasta. Byliśmy bardziej spięci niż grając w klubach. Skumulowały się emocje związane z organizacją, z konwencją i pomysłem - czy się przyjmie, czy wypali. Obawialiśmy się problemów technicznych, np. przerwy w dostawie prądu. Trema wynikała też z występu przed tak liczną publicznością. Co prawda, dla trzech osób trzeba grać tak samo jak dla trzech tysięcy, ale mnie lekki stres opuścił dopiero w momencie, gdy wszyscy występujący muzycy wyszli na scenę, by się ukłonić. Publiczność dała nam gorące owacje na stojąco. Dla takich chwil się gra!

Wielu osobom blues kojarzy się z lżejszym graniem, może nawet nieco smętnym. Wy jednak ostro tniecie, nie ograniczając się do standardów
gatunku. Jak to jest z tym bluesem?

W sumie cała muzyka rockowa wywodzi się z bluesa, więc biorąc pod uwagę historię ewolucji tego gatunku, możemy śmiało powiedzieć, że jesteśmy kapelą bluesową. Lubujemy się jednak w odmianie elektrycznego bluesa, czy też blues rocka, z naciskiem na cięższe, gitarowe granie.

Piotrek Franczuk Blues Band w swoim secie koncertowym ma głównie covery. Gracie utwory mniej lub bardziej znane, ale w nieco zmienionych tempach i aranżacjach. Nie chcecie iść na łatwiznę?
Absolutnie nie. Zaczęliśmy od coverów, żeby "się zgrać" i zorientować, jak zostaniemy przyjęci przez publiczność. Muzycy, którzy stoją za mną na scenie to fachowcy najwyższej klasy, z najlepszym warsztatem muzycznym, dlatego możemy pozwolić sobie na granie coverów w formie najbliższej oryginałom, ale z naszym pomysłem na tempo, czy aranż. Nie sięgamy po najprostsze rozwiązania. Nie sięgamy też po ograne utwory, które zna każdy - poklaszcze w rytm, pobawi się z zespołem. Nie o to chodzi. Chcemy, żeby nasz odbiorca miał okazję posłuchać utworów, których prawdopodobnie nigdy nie słyszał. Stąd w secie Recydywa Blues Band, Chris Duarte Group, Jeff Healey. Nawet ze starego dobrego Dżemu można wyłuskać coś nietypowego i zdynamizować koncert. "Wehikuł czasu" gramy trochę szybciej, z rozbudowanym solo gitarowym na końcu, a "Nieudany skok" trochę ostrzej. Podobnie jest z "Proud Mary". Wersja Johna Fogherty jest klasykiem, ale my gramy to w aranżu Ike'a i Tiny Turner - najpierw powoli, potem dajemy ognia.

Podczas "Siedleckiej Fali Bluesa" zagraliście pierwszą autorską kompozycję...
Owszem. Po raz pierwszy, oficjalnie, zaprezentowaliśmy swoją własną piosenkę. Spotkaliśmy się i ciągle spotykamy z bardzo pozytywnymi opiniami. Każdy, kto słyszał ten kawałek mówi, że jest fajny, o czymś traktuje i pyta, gdzie znowu będziemy grać. To miłe.

Czy właśnie w stronę własnych utworów podążacie?
Zdecydowanie. Po to tworzymy - by coś po sobie zostawić. Covery są dobre na krótki okres, jakość kapeli poznaje się po tym, co grają swojego. Choć nie traktujemy zespołu po macoszemu i priorytetem jest dla nas własny materiał, to jednak zarabiamy na życie w inny sposób. Stworzenie materiału i nagrania go w studio przekładamy już jakiś czas. Przyjdzie jednak ten dzień.

Na koncertach dedykujecie pewne utwory rodzinom i przyjaciołom. To rodzaj podziękowań, przeprosin?
Zdecydowanie podziękowań. Nasza działalność nie byłaby możliwa bez wsparcia najbliższych. Dedykujemy im określone utwory, dziękując za to, że podążają tą drogą za nami, dużo rozumieją i sporo nam wybaczają. Próby zespołu to nie tylko próby muzyczne, ale też męska forma spotkania - piwo, dyskusja, późne powroty. Nasze żony są wyjątkowo cierpliwe i biorą na siebie duży ciężar, by pozwolić nam się tą muzyką bawić. Widzą, że to pasja i kontakty członków PFBB nie są tylko kolejnym, krótkotrwałym projektem, ale żywą męską przyjaźnią. Z zespołem złożonym z charakternych facetów, grających muzykę tego typu na żywo, jest jak z sokiem jednodniowym - jak nie ma chemii, to następnego dnia nadaje się tylko do wyrzucenia.
strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.005 sekund