Drukuj

Patriotyzm jest trendy

Wywiady: Agnieszka Janiszewska
Dzieci Powstania 44
Dzieci Powstania 44
Z Joanną Woszczyńską, autorką choreografii i założycielką Formacji Tańca Nowoczesnego LUZ rozmawia Agnieszka Janiszewska.

Agnieszka Janiszewska: W listopadzie siedlczanie mogli obejrzeć najnowszy musical, przygotowany przez Alternatywny Teatr Tańca i Studio Musicalowe LUZ . Czy mogłaby Pani przybliżyć nam historię powstania tego spektaklu?
Joanna Woszczyńska: Pomysł zakiełkował w maju, a już w czerwcu zaprezentowaliśmy na Krajowych Mistrzostwach Modern choreografię „Dzieci Powstania 44”, z którą zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Kostiumy zostały uszyte na wzór ubrań z fotografii archiwalnych. Nie tylko jury doceniło wartość naszej prezentacji. Kiedy LUZ tańczy na scenie, często obserwuję publiczność. Przez cały ten czas panowała cisza i skupienie.

Czy przygotowując ten układ myślała Pani już o jakimś większym przedsięwzięciu?
W lipcu podjęliśmy decyzję, by etiudę, która spotkała się z tak dobrym przyjęciem i odniosła sukces, rozbudować i przygotować spektakl. Premierę zaplanowaliśmy na listopad, który wydawał mi się najodpowiedniejszym terminem, ponieważ jest to miesiąc pamięci narodowej. Wiedziałam, że to nie będzie tylko taniec. Tyle pięknych piosenek stworzono w czasie powstania. Spotkałyśmy się więc z Adą Pogodą-Kołodziejak, która prowadzi Studio Musicalowe Luz i wybrałyśmy te najbardziej pasujące do akcji w przygotowywanym przedstawieniu. Wtedy, dla powstańców, piosenka była źródłem jedności i siły - w spektaklu nadała lekkości, a czasami nawet dramaturgii.

Od premiery minęły 2 tygodnie. Jakie są Pani wrażenia?
Odbiór tego musicalu nawet mnie zaskoczył. Przerósł nasze oczekiwania. Przygotowując przedstawienie, myślałam raczej o widowni szkolnej. Chciałam przybliżyć historie życia dzieci z czasów powstania współczesnej młodzieży, by rozbudzić w niej patriotyzm – pokazać, że jest on trendy. Cały spektakl zawiera pytanie skierowane głównie do młodego widza: „Co ty zrobiłbyś w podobnej sytuacji?”, jednak, jak się okazało, na „Dzieci Powstania 44” zaczęła przychodzić również starsza publiczność. Ludzie płakali - ich wzruszenie było dla nas największą nagrodą. Pewnego razu przyszła starsza Pani, która w dniu wybuchu powstania miała 8 lat. Patrząc na nasze dziewczynki z warkoczykami rozdające foldery, powiedziała: „Miałam takie warkoczyki jak wy. Wiecie, że my tak naprawdę wtedy bawiliśmy się. Byliśmy przecież dziećmi”. Potwierdziła moje przeczucie, że dla tych dzieci była to zabawa, przygoda i nie do końca zdawały sobie sprawę z prawdziwego zagrożenia.

Nie da się ukryć, że zawsze przy wspominaniu powstania podnoszą się głosy krytyczne. Czy przy okazji tego spektaklu spotkała się Pani z różnymi opiniami na temat zasadności organizacji tego zrywu?
Nie chodziło mi o wywołanie polemiki. Chciałam pokazać losy dziecka podczas wojny. Spektakl jest jego portretem psychologicznym. Powstał głównie na podstawie książek wspomnieniowych małych powstańców. Wbrew pozorom temat jest wciąż aktualny. Przecież tuż za naszą wschodnią granicą trwają działania
wojenne.

Jednak nie do końca można się pozbyć uczucia dyskomfortu. Bohaterami spektaklu są dzieci żołnierze - mali uczestnicy powstania warszawskiego. Dlaczego wybrała Pani dzieci?
Zapewne dlatego, że pracuję z dziećmi. W tym roku obchodziliśmy 70. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Oglądając filmy oraz inne dokumenty o nim, zauważyłam dzieci i zainteresowałam się ich udziałem w walce. Sama zadawałam sobie pytanie, co nimi kierowało? Przecież młodzi i mali powstańcy stanęli do broni na równi z dorosłymi. Pomyślałam, że warto zgłębić temat i poczytać o tym. Okazuje się, że kierowała nimi ciekawość i chęć zabawy - cieszyły się, że coś się dzieje. Zachwyt i spontaniczna chęć udziału w akcjach - to było typowo dziecięce zachowanie. One same garnęły się do powstańców, którzy nagle pojawili się w mundurach, z biało-czerwonymi opaskami. Kusiły je hełmy, granaty, walka z okupantem, możliwość przeżycia przygody.

Jednak dzieci nie są na tyle dojrzałe, aby oszacować ryzyko. Czy nie sądzi Pani, że były one jednak wykorzystane? Z pewnością w wieku 8 czy nawet 12 lat nie były w stanie realnie ocenić zagrożenia.
Wydaje mi się, że nie. Zauważmy, iż sytuacja była tragiczna w całej Warszawie. Nie było miejsca, gdzie człowiek mógł czuć się bezpiecznie. Często to były dzieci, które zostały same na świecie, ich rodziny zginęły w bombardowaniu. Taki los spotkał m.in. bliskich chłopca o pseudonimie „Lew”, którego żywego wykopano spod gruzów w pierwszych dniach powstania; walczył dzielnie przez wiele dni – zginął od kuli.

Jak nad spektaklem o powstaniu warszawskim pracowało się z członkami LUZ -u?
Obawiałam się, że dla nich to będzie temat niemodny. Z jednej strony związany zbyt mocno ze szkołą, z drugiej zaś trącący myszką. Piosenki „Pałacyk Michała” czy „Hej chłopcy, bagnet na broń” nie są przebojami dzisiejszej młodzieży. Kiedy jednak zaczęliśmy pracować nad tym przedsięwzięciem i na kolejnych zajęciach wprowadzałam nowe tematy oraz przybliżałam konkretne historie, podejście tancerzy zaczęło się zmieniać. W przedstawieniu bierze udział aż 55 osób. Najmłodsza Tosia jest naszą maskotką; ma 4,5 roku i doskonale czuje się na scenie. Każdy z uczestników dostał swój pseudonim. Zależało mi, aby jak najbardziej przekonali się oni do tematu. W końcu opowiadaliśmy kawałek naszej polskiej historii.

Czy to były prawdziwe pseudonimy?
Tak. Pseudonimy i kilka tekstów są zaczerpnięte ze wspomnień uczestników powstania warszawskiego. Cały scenariusz również jest przygotowany w duchu działań i na podstawie autentycznych wydarzeń. Dzieci chciały być ważne – przygotowywały butelki z benzyną, budowały barykady, pracowały jako łącznicy, sanitariuszki, cierpiały głód, były ranne, ginęły. Chciały walczyć i pomagać. Tych historii było bardzo dużo.

Czy takie emocjonalne związanie tancerzy z tematem przedstawienia pomogło?
Zdecydowanie tak. To nie były przecież postaci bajkowe. To byli prawdziwi ludzie i ich losy. Praca nad całym musicalem trwała kilka miesięcy. Początkowo pracowaliśmy w małych grupach. Potem, kiedy z próbami weszliśmy już na dużą scenę i zaczęliśmy łączyć wszystko w całość, gdy wreszcie pojawiły się kostiumy, rekwizyty, wizualizacje, poczuliśmy moc i energię tego spektaklu. Podświetlony kanał, który wybudowaliśmy pod sceną w Podlasiu, stał się wyjątkową atrakcją. Po każdym przedstawieniu są chętni do przejścia nim, jak chodzili nasi tancerze oraz mali powstańcy.

Jednym z sukcesów tego dzieła scenicznego jest zapewne fakt, że honorowy patronat nad nim objęło Muzeum Powstania Warszawskiego. Co dalej?
Mam zamiar zagrać „Dzieci Powstania 44” w różnych miastach Polski; być może uda się nam wystąpić także w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Myśli Pani, że warto poruszać takie trudne tematy? Może w kolejnym projekcie zaproponuje Pani coś lżejszego?
Ale mamy też wesołe produkcje np. „Wyobraźnia kontra komp”. Tak się złożyło, że podejmujemy wiele ważnych i jednocześnie trudnych problemów. Nasze realizacje czerpią z życia. Rok temu powstał niezwykle ważny w naszym dorobku spektakl „Szkło”. Obecnie ma on już swoją stałą widownię. Jest jedna osoba, która na każdy pokaz przyjeżdża z oddalonego o kilkaset kilometrów miasta. To przedstawienie jest odzwierciedleniem jej życia, oczyszczeniem z traumatycznych emocji. Tacy widzowie udowadniają, że warto zmierzyć się z trudną tematyką. „Szkło” grane będzie w czerwcu 2015 r. w Teatrze Kamienica w Warszawie. „Dzieci Powstania 44” będziemy grali w „Podlasiu” już 13. raz. Za każdym razem praktycznie przy pełnej sali. A brawa, bisy i łzy wzruszenia mówią same za siebie. I ta cisza na widowni, która towarzyszy za każdym razem...

Czuje się Pani kobietą sukcesu?
Czuję, że to jest dobre przedstawienie i widzę to w oczach publiczności. Myślę, że wspólnie ze wszystkimi osobami, które grały i pracowały przy tym spektaklu, odnieśliśmy sukces.
strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.004 sekund