Drukuj

Zakładamy KLUB TWARDZIELEK

Wywiady: Agnieszka Janiszewska
Mariola Zaczyńska
Mariola Zaczyńska

Propaguję wielopsiejstwo. Czyli jak są rodziny wielodzietne, to mogą mieć też wiele psów. Mogą mówić na mnie ekscentryczna, a nawet dziwaczka, byle kochali psy.


Z Mariolą Zaczyńską, dziennikarką "Tygodnika Siedleckiego", autorką książki "Jak to robią twardzielki?", która w konkursie Wydarzenie Roku 2010 uplasowała się na drugim miejscu, rozmawia Agnieszka Janiszewska.

A.J.: Jest Pani jedną z laureatek konkursu "Kultury Siedleckiej". Oprócz Pani, zakwalifikowało się 10 innych wydarzeń. Jak Pani ocenia cały konkurs.
M.Z.: Przede wszystkim, jest to bardzo fajna inicjatywa. Mnie takich wydarzeń brakuje, chciałabym, aby moja gazeta też coś takiego prowadziła. Bardzo dobrze, że taki konkurs prowadzi właśnie miesięcznik "Kultura", w której wszystkie nominowane wydarzenia były wcześniej opisane.
Czy coś daje? Tak, bo on zwraca uwagę na te wydarzenia. Jest to moment, aby się zastanowić. Jest to czas na podsumowanie i refleksję.

A.J.: Wydanie Pani książki czytelnicy "Kultury Siedleckiej" uznali za Wydarzenie Roku 2010. W tym plebiscycie uzyskała 2. miejsce, tuż za Tomkiem Markiewiczem i jego książką "Gwiazdozbiór". Dla mnie było zaskoczeniem, że na pierwszych miejscach znalazły się imprezy czytelnicze. A jakie jest Pani zdanie?
M.Z.: Fakt, że wygrały dwie książki, mnie też zaskoczył. Absolutnie nie wierzyłam, że książka wejdzie do pierwszej trójki. Zacznę od Tomka. Jego trud w powstanie książki był bardzo duży. Sam ją przygotowywał do wydania, znalazł wydawnictwo oraz sam zajmował się promocją i sprzedażą. Była to katorżnicza i mrówcza praca. I jemu naprawdę należy się uznanie.
Tomka książka wpisuje się bardzo dobrze w nurt zainteresowania życiem ludzi - gwiazd, celebrytów. Teraz powstają całe gazety, które się tym zajmują, czasopisma, portale plotkarskie i mają się dobrze - ludzie to czytają. Tomek zrobił coś naprawdę fajnego, bo nie wpisał się w plotkarstwo, tylko na wysokim poziomie przedstawił swoich rozmówców.
Jeśli chodzi o moją książkę, to trudno mi o tym mówić. Ja też jestem zaskoczona, że tak wysoko się uplasowała. Sama promocja była wydarzeniem kulturalnym. Ja piszę komedie. Mam wewnętrzne przesłanie, marzenie, aby ludzie się bawili przy moich książkach. I taki był też pomysł na ten wieczór. Poprosiliśmy Krzysztofa Kryszczuka, który przez lata był lokalnym nadwornym komikiem. Teraz jest bardzo poważnym wójtem, ale fajnie wszedł w rolę i wspólnie zrobiliśmy coś z jajem. Może dla ludzi było też ważne to, że jesteśmy stąd. Coś siedleckiego wyszło poza Siedlce, może to też daje im poczucie rzeczy wyższych, czują się docenieni.

A.J.: Nie było tej książki w Wydarzeniach, bo została wydana w 2009 roku, ale duży sukces odniosła tez inna siedlczanka - Joanna Jodełka ze swoim kryminałem "Polichromia".
M.Z.: Fajnie, że na tym rynku czytelniczym siedlczanie też mają coś do powiedzenia. Osobiście nie znam pani Joanny, ale bardzo się ucieszyłam, że dostała prestiżową nagrodę Wielkiego Kalibru, dziewczyna jest jak torpeda.

A.J.: Jak widać w Siedlcach książka została doceniona. A w Polsce? Czy odbiła się szerszym echem?
M.Z.: W wydawnictwie SOL, w tej chwili jest to najczęściej recenzowana książka. Można to sprawdzić na stronie wydawnictwa, gdzie są linki do recenzji. Są to bardzo dobre recenzje. Na rynku wydawniczym zdarzają się kłopoty z dystrybucją, ale w przypadku Twardzielek akurat napawają optymizmem (paradoks). Dostawałam maile, że nie można mojej książki kupić w EMPiK-u. Okazało się, że po prostu się sprzedała, ale bardzo długo trwało zanim uzupełniono magazyny, a ja się denerwowałam. Fajne jest też to, że czytelniczki wymyśliły Klub Twardzielek. Mamy nawet legitymacje, które poszły w całą Polskę.

A. J.: Jaki jest teraz aktualny numer legitymacji?
M.Z.: Bardzo tego żałuję, ale nie numerujemy. Zrobiła się fajna ogólna zabawa. Dużo kobiet się włączyło. W Siedlcach na legitymacje można mieć zniżkę na np. na Gale Kick-Boxingu i w restauracji Bollywood-Hollywood.

A.J.: Debiutem była powieść "Gonić króliczka". Czy naprawdę? Nie pisała Pani do szuflady?
M.Z.: To była pierwsza dokończona. Chciałam pisać od dziecka. Na początku były to opowiadania, krótsze rzeczy. Na prawdziwą powieść przyszedł czas po czterdziestce. Samotna mama (rozwiodłam się, gdy dziecko miało cztery lata) właściwie nie ma szans, aby wcześniej napisać książkę. Dopiero jak Karol dorósł, miałam czas na napisanie książki.

A.J.: Co zwraca uwagę w Pani powieściach, to bardzo charakterne postacie. W jaki sposób konstruuje Pani postacie, mają pierwowzory?
M.Z.: Jest to konstrukcja literacka. Do tej pory uważam, że męski bohater "Gonić króliczka" jest dosyć papierowy. Bardzo podoba się paniom, może właśnie dzięki temu, że jest taki idealny. Panom podoba się zdecydowanie mniej. To jest chyba największa frajda w pracy pisarskiej, gdy te postacie zaczynają żyć swoim życiem i z czasem same mnie zaskakują. Konstruuję postacie takie jakie lubię. Mam problemy z czarnymi charakterami. Nie potrafię stworzyć naprawdę czarnego charakteru, bo z natury wyciszam złe emocje. A czarne charaktery przecież tworzy się na emocjach.

A.J.: Rzeczywiście czarne charaktery okazały się nie takie czarne. Może nie ma ludzi totalnie złych?
M.Z.: Ale fajnie jest stworzyć taką czarną postać. Traktuję to jak wyzwanie.

A.J.: Czy w planach jest następna książka? Czy będzie jakaś zmiana gatunku czy kolejna komedia?
M.Z.: Komedia. Chciałabym napisać ją trochę inaczej. Moje książki są bardzo filmowe - akcja toczy się szybko. Nie każdy czytelnik tak lubi. Planuję wprowadzić trochę oddechu. Ale nie wykluczam, że na końcu wszystko pozmieniam (śmiech).

A.J.: Obie książki określane są mianem literatury kobiecej. Czy według Pani można dokonać takiego podziału na literaturę dla kobiet i tę uniwersalną, w domyśle prawdziwą?
M.Z.: Zważywszy, że to kobiety czytają, nie ma w tym nic złego jak się mówi, że jest to literatura dla kobiet. Ja się absolutnie nie buntuję. Jedyny mankament takiego zaszufladkowania to taki, że ja nie dostanę recenzji w poważnych tygodnikach typu "Polityka" czy "Newsweek", nawet jeśli redaktorzy będą to czytać i się śmiać przy tym. Nie myślę w tych kategoriach, czy to gorzej czy lepiej. Piszę dla kobiet, bo kobiety są inteligentne, wesołe, odważne, mają bogate życie i chcą czytać. Ja jestem wychowana na literaturze Joanny Chmielewskiej. Pamiętam, ile mi te książki dawały. Lubiłam ten czas spędzony przy jej książkach. Bardzo bym chciała, aby ktoś polubił czas z moimi książkami.

A.J.: Czy prywatnie Mariola Zaczyńska jest "twardzielką"?
M.Z.: Jestem! Czy słyszy Pani zawód w moim głosie? To fatalnie jest być "twardzielką" - jestem za silna. Doszłam do tego etapu, że wiem, że lepiej jest mi być samej niż w nieudanym związku. Pudłowałam parę razy. Uważam się za w miarę normalną osobę, mimo iż mam 18 psów. Dobrze, że nie jestem panną po 40., bo już by mnie sklasyfikowano jako dziwaczkę. A że mam rodzinę, dziecko... to jestem tylko ekscentryczką. Moje psy mają u mnie raj. To są chore, stare zwierzęta, których nikt nie chciał.

A.J.: Wykształcenie ma Pani filmowe. Czy możemy liczyć na kolejny krok? Film z akcją w Siedlcach?
M.Z.: Skończyłam podyplomowe studium scenariopisarstwa na łódzkiej Filmówce. Moje magisterskie wykształcenie, to "głupi kaowiec", jakby powiedzieli bohaterowie filmu Rejs. Świadomie zrezygnowałam ze scenopisarstwa, mimo że podobno mam predyspozycje. Lubię wieś i nie odnalazłabym się w Warszawie, a musiałabym tam być, chcąc pracować w tym zawodzie. Poza tym wolę pisać książki.

A.J.: Kilka rad dla początkujących pisarzy...
M.Z.: Rynek wydawniczy jest trudny dla takich szarych żuczków jak my. Ja to przeszłam, nie mając żadnego wsparcia i znajomości. Ten rynek rządzi się swoimi prawami. Bardzo dużo fajnych rzeczy przepada. A poza tym... teraz wszyscy piszą! Aktorzy, dziennikarze, celebryci... To straszne! Co za konkurencja!

A.J.: Jakie nazwiska debiutantów zwróciły Pani uwagę?
M.Z.: Bardzo lubię polskich pisarzy. Poznałam nawet osobiście kilka pisarek, które debiutowały mniej więcej w tym samym czasie, co ja. Uwielbiam je czytać i uwielbiam z nimi rozmawiać. To Lucyna Olejniczak - babeczka, która debiutowała po pięćdziesiątce, Ania Strzelecka, Ania Fryczkowska, Antonina Kozłowska, Magda Witkiewicz, Ania Rybkowska, Zofia Staniszewska, Agnieszka Podolecka, Karolina Sykulska, Agnieszka Lingas-Łoniewska. Dużo rozmawiamy przez internet, a niektóre nawet gościłam u siebie na ranczu. Największą bolączką pisarza jest to, że nie ma z kim pogadać o tym co czuje. Dlatego trzymamy się razem, wspieramy się i od czasu do czasu spotykamy. No i staram się sprowadzać te świetne pisarki do Siedlec, aby nasi czytelnicy mogli je osobiście poznać. Gościliśmy już Lucynę Olejniczak i Agnieszkę Podolecką. Mam nadzieję, że i inne pisarki przyjmą zaproszenia. Chętnie przyjedzie też, doskonale znana, Manula Kalicka, która pisze pogodne książki, a prywatnie jest cudownie zwariowaną osobą. Może Siedlce staną się miejscem, gdzie pisarki będą się spotykać? Chciałabym.
strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.012 sekund