Drukuj

Liczy się przesłanie

Wywiady: Iza Wojtowicz, Joanna Zawadzka
O sztuce, komercji i o tym, jak się dziś robi prywatny teatr, w rozmowie z Izą Wojtowicz i Joanną Zawadzką, mówi Emilian Kamiński właściciel teatru "Kamienica" w Warszawie, aktor i reżyser teatralny, musicalowy i filmowy, a także wokalista i pisarz.

Joanna Zawadzka:Co rozumie Pan przez słowo "komercja"?
Emilian Kamiński:
Nie rozumiem tego słowa. Od zarania dziejów teatr był zjawiskiem komercyjnym, ponieważ człowiek, widz musi dokonać demokratycznego wyboru czy chce zapłacić za to co zobaczy. Chyba, że mamy do czynienia ze spektaklami otwartymi, gdzie widz nie musi kupować biletu, ale też dokonuje wyboru. Sprzedaż czegokolwiek jest komercyjna, ale najistotniejsze w teatrze jest to, aby spektakle były na odpowiednim poziomie i aby były robione nie tylko dla zysku, ale także z potrzeby duszy.

J.Z.: Czyli sztuka, na którą kupujemy bilety, jest komercją?
E.K.:
Apeluje o to, by przestać używać takich podziałów. Jestem przeciwny tej dziwnej nomenklaturze. Nie mówmy ciągle co jest komercyjne, a co nie, ale skupmy się na poziomie, jaki dany spektakl prezentuje. Każda sprzedaż jest zjawiskiem komercyjnym. Urynkowienie sztuki jest zjawiskiem zupełnie naturalnym. Ludzie z tego żyją. Picasso żył z tego, że sprzedawał swoje obrazy, a ja także, jak każdy aktor, żyję ze swej pracy.

J.Z.: A podział na sztukę niższą i wyższą?
E.K.:
Widziałem skromne monodramy, które były wysokiej klasy teatrem, a widziałem obszerne przedstawienia, które były marne. Po nich nie zostawało nic, a po tych pozornie małych bardzo wiele. Liczy się przesłanie, jakość rzemiosła i przede wszystkim efekt, z jakim dzieło jest odbierane przez adresata. Nie lubię obiegowych opinii o sztuce wyższej i niższej. Gdy ktoś używa takiego rozróżnienia odnośnie swoich dzieł, stawiam pytanie: "Kto Ci powiedział, że to co robisz jest sztuką wysoką? Sam to tak nazwałeś"?. Jeżeli ktoś mówi sam o sobie, że jest artystą, to znaczy, że jego rzemiosło może być niewiele warte, skoro musi używać takiego środka. Nikt nie powinien mówić o swojej sztuce, że jest wysoka, tak samo jak nie powinien nadużywać w stosunku do siebie słowa "artysta". Tylko odbiorca może to stwierdzić.

Iza Wojtowicz: Skąd pomysł na założenie prywatnego teatru?
E.K.:
To jest po prostu spełnienie marzeń. Chciałem mieć teatr w Warszawie, w warszawskiej kamienicy. Kosztowało to bardzo dużo pracy, nerwów, pieniędzy. Na szczęście wiele wspaniałych osób mi przy tym pomagało. Prowadzić teatr jest bardzo ciężko, ale nie zamieniłbym tego na nic innego. Pomysł pojawił się jeszcze w 1988 r. "Kamienica" jest dla mnie ukoronowaniem moich nadziei związanych z teatrem.

J.Z.: Jaka jest najważniejsza różnica między teatrem publicznym a prywatnym?
E.K.:
Teatr państwowy jest dotowany. Nie martwi się o byt, tak jak ja muszę się martwić prowadząc teatr prywatny, ale mam za to wolność twórczą i to jest najważniejsze, przynajmniej dla mnie. Lubię żydowskie powiedzenie "choćby najmniejsza firma, byle własna".

J.Z.: A sztuki, które są wystawiane w Pańskim teatrze?
E.K.:
Jako właściciel teatru, nie wpuszczę na scenę żadnej sztuki, której przesłanie mi się nie podoba. Są takie tematy, których nigdy nie spotkacie w "Kamienicy". Uważam, że życie jest wystarczająco ciężkie i nie pozwolę na to, żeby widz się zamartwiał wychodząc ode mnie. Trzeba tworzyć dramaty i zastanawiać się nad sensem życia, natomiast uważam, że nie powinno się uprawiać filozofii nihilistycznej, za którą widz ma jeszcze zapłacić. Człowiek, który tworzy teatr musi być odpowiedzialny. Każdy, kto ma związek ze sztuką, powinien się zastanowić co chce przekazać widzowi, czy pracuje za prywatne, czy za państwowe pieniądze.

I.W.: Czy nie boi się Pan, że subiektywny teatr będzie gromadził tylko jedną grupę ludzi?
E.K.:
Wszystko jest subiektywne, ale chodzi o to, ile tego przenosi się do obiektywnego świata. Dla mnie nie ma publiczności, to po prostu zbiór pojedynczych osobowości. Masowa kultura nie istnieje, bo na widowni są jednostki. Dlatego dla mnie nie ma teatru obiektywnego i twórca musi się zastanowić, co proponuje. Nie chcę na mojej scenie ordynarnych, brutalnych sztuk, które mają na celu zrozpaczenie widza. Dlatego, gdy widzę, że robią to twórcy za państwowe pieniądze, to zastanawiam się dlaczego tak robią? Czy za swoje prywatne też by tak pracowali?

I.W.: Dlaczego tak stawia pan na lokalne środowiska? Podczas konferencji w Siedlcach mówił Pan o ich ogromnej roli, jaką spełniają w kraju
E.K.:
Szansą dla całego kraju są właśnie lokalne środowiska. Chodzi o umiłowanie dla miejsca, w którym jestem. My Polacy mamy taką wadę, że wszyscy uważamy, że zasługujemy na coś dużo lepszego niż to co mamy. Ale ja najbardziej szanuję ludzi, którzy kochają miejsce, w którym się wychowali. Gdy takie zjawisko się pojawia, tworzą się małe landy, tak jak np. w Niemczech. Są one główną siłą naszych zachodnich sąsiadów i mogą stać się naszą siłą, jeżeli nasze małe społeczności będą się wspierały. PRL nauczył nas nieprawdy o nas samych, ale prawda jest bardzo prosta? My jesteśmy stąd. My musimy być lokalnymi patriotami! Obywatelami tego kraju. Słyszałem, że w Siedlcach jest program "3+". To wspaniały pomysł, bo uczy doceniania podstawowych wartości i to powinno stać się priorytetem dla całego kraju. Korzenie są bardzo ważne i musimy je pielęgnować.

J.Z.: Zapoznawał się Pan ze Sceną Teatralną w Siedlcach?
E.K.:
Oczywiście, nie raz tam byłem! Dobra scena i dobra sala. Jedynym problemem jest akustyka, ale wiem, że do festiwalu "Sztuka plus komercja" na pewno uda się temu zaradzić. Miejsce jest piękne i z przyjemnością się tam wraca.

I.W.: Dlaczego na "Sztuka plus komercja" zaproponował Pan spektakl Testament Cnotliwego Rozpustnika?
E.K.:
To jest komedia, bardzo mądra i nawet filozoficzna. Po tym spektaklu wielu widzów przychodzi do mnie i prosi o tekst, a ja zawsze pytam dlaczego, chociaż doskonale wiem. Tam jest tyle moich myśli, które chciałem przekazać ludziom. Właśnie dlatego wybrałem ten dramat. Poza tym ma bardzo ciekawą konwencję, pojawia się flamenco, ale też wiele mądrości życiowej, a na scenie panuje żywa atmosfera, choć spektakl nie kończy się wesoło. Po nim ludzie wychodzą z teatru z naładowanymi akumulatorami, pełni chęci do życia i to jest dla mnie najlepsza recenzja.

I.W.: Jakie ma Pan oczekiwania wobec festiwalu?
E.K.:
Że ludzie docenią tę pracę, bo jest bardzo dużo zespołów, którym za włożoną pracę i serce należy się szacunek. W Polsce kolejno pojawiały się prywatne szpitale, banki, kliniki i nagle pojawiły się teatry. I to jest wspaniałe! To dowód na to, że to nie jest mur nie do przeskoczenia. Udowodnili to 20 lat temu Józefowicz i Stokłosa. Ja jestem lokalnym patriotą warszawskim, a w Siedlcach czuć lokalny patriotyzm i dlatego wspieram ten festiwal. Mój teatr widzowie nazywają "najbardziej warszawskim ze wszystkich teatrów".To dla mnie największy komplement
strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.006 sekund