Drukuj

W poszukiwaniu straconego czasu

Teatr: Artur Ziontek
Lidia Kargol
Lidia Kargol
- Lidii Kargol Próba generalna

"Gdy towarzystwo ludzi, nawet bardzo wesołych, postanawia programowo szaleć, nuda panuje niepodzielnie"
Antoni Słonimski



Ustalmy pewne fakty: rzecz ma tytuł Próba generalna, autorami scenariusza są Lidia Kargol i Michał Matlengiewicz, reżyserię zawdzięczamy tej pierwszej, która jest też jedyną "aktorką", a muzykę - prawdziwą perełkę pośród tandetnych szklanych paciorków - skomponował Krzysztof Chromiński. Na wydarzenie zaś, z wrodzoną sobie maestrią, zapraszała na łamach "Kultury Siedleckiej" (2013, nr 2, s. 5) Anna Maria Zadrożna. Z jej krótkiego artykułu dowiadujemy się m.in. tego, że Lidia Kargol jest absolwentką Szkoły Aktorskiej Haliny i Jana Machulskich, a sam spektakl został przygotowany w ramach stypendium przyznanego przez Prezydenta Miasta Siedlce. Zapewne jest to prawdą. Podobnie jak i to, że będziemy mieć do czynienia z "niezwykłym projektem". Autorka tekstu cytuje także słowa autorki "monodramu", według której jej sztuka "ma zachęcić do głębszej refleksji nad miejscem człowieka w dzisiejszym świecie, a ściślej próby zrozumienia złożoności ludzkiej osobowości i relacji międzyludzkich". Zrobiło to na mnie wrażenie, gdyż jako żywo stanęła mi przed oczami sytuacja jednej z wczesnolicealnych "domówek", kiedy to 'Cyna" (Tomek Cytrynowicz) w podobnych słowach polecał mi prozę Samuela Becketta. Sytuacja była brzemienna w rozmaite skutki. Po pierwsze irlandzki noblista stał się moją pierwszą fascynacją literacką; Molloya, Watta, Mallone umiera oraz Pierwszą miłość przeczytałem na lekcjach fizyki, co stworzyło realną groźbę repetowania - to po drugie, a po trzecie - z zamiłowania do Becketta poszedłem na polonistykę, bo w literaturze dostrzegłem coś więcej niż czczą rozrywkę. Całe swoje życie poświęcając czytaniu i pisaniu o przeczytanym, spotkałem się w końcu z pasjonującymi prozami Stefana "Wiecha" Wiecheckiego. Do dziś Beckett i Wiech obok Andrzeja Żuławskiego, Piotra Szewca i Michała Androsiuka stoją na honorowym miejscu mojej domowej biblioteki.

Wiecha wspominam nie bez kozery, wszak reklamy Próby generalnej z dumą obwieszczały, iż jest ona inspirowana felietonami pana Stefana. Z entuzjazmem przebyłem więc 60 kilometrów, by skonsumować ten smakowicie zapowiadający się sceniczny kąsek. Pięknie odremontowana sala "Podlasie", gdy już byłem na miejscu, wydała się atrakcją sama w sobie. Rzecz rozpoczęła się obiecująco, oto dżentelmen pogwarza ze sceny, a przy ścianie zaczyna się krzątać sprzątaczka. Pan ze sceny nawiązuje z nią ciekawy dialog. To oczywiście początek "sztuki". Potem pan znika za kotarą, a pani przechodzi do scenicznej prezentacji swego dzieła - tekstowego i aktorskiego. I tu szybko okazuje się, że detale architektoniczne i sztukateryjne "Podlasia" to jedyna atrakcja wieczoru.

Rzecz mówi o kobiecie zatrudnionej w teatrze na etacie sprzątaczki, z wrodzoną sobie prowincjonalnością zgłaszającej szereg żalów do życia oraz aktorów, którzy są wyżej usytuowani w hierarchii zawodowej. Rozterki egzystencjalne małomiasteczkowej sprzątaczki, z jakże charakterystycznym dla tej grupy ludzi syndromem uzurpowania sobie prawa do "wiedzenia lepiej", to nieco nieświeży motyw kabaretowy, stwarzający jednak możliwości do maestrii literackiej i aktorskiej. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę humor nieco bardziej ludycznych lotów "Kabaretu Moralnego Niepokoju", czy "Neonówki" (nie wspominając już o subtelnym egzotyzmie "Mumio"), gdzie duety troglodytów oddanych pasji spożywania niezbyt wykwintnego wina gaworzą o realiach życia i wszystkim tym, co wspominała Kargol, to zauważymy drastyczną różnicę w wykonaniu. Łajać trzeba by i autorkę tekstu, i jeszcze bardziej jego odtwórczynię. Niestety w tym przypadku wszystkie cięgi spadają na jedną osobę. Tekst jest w swej znakomitej większości nudny i sięgający poziomem żartu prezentowanego na dożynkach. Co zaś dziwi już kompletnie - "aktorka" nie nauczyła się dobrze tekstu, który sama napisała. Natrętnie pojawiające się zwroty do widzów, jakże bliskie komunistycznej nomenklaturze, typu: "wiecie, rozumiecie", okraszane nieustannie wplatanym pytajnikiem "taaak?", dokonywały wręcz "gwałtu przez uszy" (jak pisał Gombrowicz). Nawet jeśli pojawiał się jakiś kwiecisty, faktycznie oryginalny i ciekawy fragment, to paskudna maniera troglodytyzmu językowego i kulturalnego nie pozwoliła na dłuższy entuzjazm.

Siedząc i obserwując to, co dzieje się na scenie, miało się refleksyjne wrażenie poszukiwania straconego czasu. Choć, szczerze mówiąc, zaciekawiający był entuzjazm grupy rówieśniczej autorce i aktorce, która zasiadała na widowni, a która niekiedy gromko okraszała to specyficzne widowisko śmiechem. Mniemam, iż większość stanowiła koleżeńska grupę wsparcia. Choć jestem też w stanie przypuścić, iż była to grupa szczerze zaaferowana, iż koleżanka stoi na - o zgrozo - scenie.

Gwoli sprawiedliwości należy jednak wspomnieć o dwóch momentach, które w spektaklu były znakomite - są nimi piosenki. Kto zna Krzysztofa Chromińskiego, może bezwiednie przyjąć, iż mówimy o małych arcydziełach. Jednak obok świetnej muzyki był także absolutnie świetny głos - tembr i melodyka - Lidii Kargol. A i towarzyszyły temu ruchy godne SCENY! Ach! Gdyby dało się zapamiętać tylko to! Byłoby entuzjastycznie! Ale...

I tu moja fanaberyjna pamięć przywołała anegdotkę opowiadaną przez Macieja Stuhra. Miał on swego czasu, po swym debiucie kabaretowym, obwieścić ojcu: "tato, grałem na scenie". Aktor zaś miał odpowiedzieć: "nie grałeś, a występowałeś; i nie na scenie, a na estradzie". Mając to w pamięci, notowałem te kilka słów subiektywnych (konserwatywnych?) wrażeń. Naszkicowałem akapit, którym zakończę:

Dnia tego i tego, roku bieżącego miałem okazję (bo trudno nazwać to przyjemnością) oglądać występ Pani, która stała na podwyższeniu. Używam słowa "podwyższenie", bo oddaje ono w sensie architektonicznym zależność między mną a nią, ale też i dlatego, że trudno w kontekście artystycznym mówić tu o estradzie, a tym bardziej - scenie.

strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.005 sekund