Drukuj

O jaśniejszej stronie sztuki

Wywiady: Joanna Piekart
Piotr Jurkowski
Piotr Jurkowski
Piotr Jurkowski – absolwent kierunku pedagogika z plastyką na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym, malarz, rzeźbiarz, grafik – opowiada o swoich obrazach, dzieciństwie, pracy z dziećmi oraz wpływach innych artystów na swoją twórczość.

Joanna Piekart: Wiem, że od dawna interesujesz się sztuką. Mógłbyś opowiedzieć jak to wszystko się zaczęło?
Piotr Jurkowski: To pytanie wymagające szerszej odpowiedzi. Drobne prace plastyczne, takie jak rysunki, malunki i figurki, tworzyłem odkąd pamiętam, czyli gdzieś od trzeciego roku życia, aczkolwiek rodzice uważają, że już rok wcześniej wylepiłem czerwoną plasteliną dywan i swoje włosy. W konsekwencji zostałem ogolony zupełnie na łyso, po raz pierwszy i, jak na razie, ostatni. W moim domu plastelina, kredki i farby były wszędzie. Tworzyłem z zapałem i w ogromnych ilościach. Słyszałem, że jak byłem czterolatkiem, ulepiłem z odzyskanej, zmieszanej plasteliny postać starej Indianki. Podobno świetnie oddałem podobieństwo, a brunatna twarz starej kobiety, zaskakująca wiernością szczegółów wzbudzała emocje wśród rodziny i znajomych. Jeżeli chodzi o zainteresowanie sztuką, nie potrafię określić jednego konkretnego momentu, od kiedy to wszystko się zaczęło. To nie było ,,bum' w stylu: teraz zacznę interesować się sztuką. Tak jak już wspominałem, działania plastyczne nie były mi obce już od dziecka, myślę, że przyjemność tworzenia w głównej mierze przyczyniła się do tego, że zacząłem tworzyć więcej i więcej, co też zauważyli moi rodzice. Wspierali moje działania. Jeżeli mowa o malarstwie – bywało z nim różnie. Potrafiłem nie rozstawać się z farbami, aby po chwili porzucić je dla rysunku. Malować tak na poważnie zacząłem w wieku lat szesnastu, a dwa lata później odkryłem swoje zamiłowanie do farb olejnych.

Mówisz, że rodzice wspierali Twoje działania. W jaki sposób to robili?
Często dostawałem w prezencie książki z zakresu malarstwa, rysunku, jak również materiały plastyczne i albumy z reprodukcjami dzieł sztuki. Ściany naszego mieszkania były moją pierwszą galerią, a gęsto upięte bajkowe postacie zajmowały każdą wolną przestrzeń. Rodzice nie ograniczali mojej ekspansji twórczej, co na pewno było motywujące.

Z pewnością wielu twórców może pozazdrościć Ci takich rodziców. A czy należysz do jakiegoś stowarzyszenia, grupy?
Tak. Pod koniec 2012 roku z Magdą Mendyk i Anetą Hubczuk założyliśmy grupę artystyczną o wdzięcznej, aczkolwiek długiej nazwie ,,Empireum – bright side of art”.

Opowiedz trochę więcej o tej grupie – czym się zajmujecie, jakie są Wasze cele i przede wszystkim skąd wzięła się taka nazwa?
Zacznę może od ostatniego pytania. Nazwa „Empireum” nawiązuje do najwyższej sfery nieba: siedliska czystych myśli i szczytnych idei. Druga część nazwy, czyli „bright side of art”, jest analogicznym rozwinięciem nazwy „Empireum”. Głównym powodem, dla którego postanowiliśmy założyć grupę artystyczną, była chęć samodoskonalenia, tworzenia wspólnych projektów. Nie chcieliśmy również popaść w marazm i zakończyć naszej przygody ze sztuką. Grupa dała nam nowe możliwości, a zarazem była swoistym przedłużeniem okresu studiów plastycznych. Nasza działalność nie ogranicza się do wystaw i ekspozycji w obrębie galerii i muzeów. Uczestniczymy również w projektach mniej konwencjonalnych, realizowanych w przestrzeni miejskiej. Nasze murale, te które przetrwały, zdobią np. tunel pod dworcem PKP . Aktualnie szykujemy się do podboju stolicy wraz z naszymi najnowszymi pracami z cyklu ,,Bardzo Dziwne Latające Kraby”.

Pomówmy zatem o sztuce – czym ona dla Ciebie jest, masz jakąś własną jej definicję?
Trudne pytanie. Z pewnością jest to forma wyrażania siebie. Sztuka otwiera przed artystą wiele możliwości, może przybrać formę subiektywnego komentarza, stać się pretekstem do ucieczki od szarej rzeczywistości. Sztuka daje mi możliwość samorealizacji, poszukiwania własnej tożsamości artystycznej.

W takim razie kto, a może co, stanowi dla Ciebie największą inspirację w tych „poszukiwaniach”?
Największa inspiracja, hm… Tak naprawdę to zależy... czasami są to rzeczy bardzo banalne, chociażby coś, co zauważę za oknem – bynajmniej nie mówię tu o pejzażu jako takim. Zawsze interesowali mnie raczej ludzie i to oni stawali się moją inspiracją, w szczególności zaś kobiety. Źródłem inspiracji czasem może być też ,,słowo-twór” utworzony podczas rozmowy z przyjacielem lub mash up frazeologiczny. Tak było na przykład z powiedzonkiem ,,Ofelia losu”, które to przekształciło się w pomysł na obraz. Dużą inspiracją dla mnie od pewnego czasu są też legendy, grafiki z kart starodruków. Bardzo często dodaję też do swoich prac napisy – zazwyczaj łacińskie – nie tylko dlatego że mądrze wyglądają; lubię czasem przemycić w swojej pracy ukrytą treść, której sens jest znany tylko mnie, a użycie martwego języka na pewno to ułatwia. Do niedawna fascynował mnie czysty akademizm, najbardziej zaś sztuka renesansu, teraz jednak coraz bardziej doceniam innowacyjne formy i prostotę wypowiedzi sztuki współczesnej.

Czy masz artystów szczególnie Ci bliskich; takich, którzy mieli wpływ na Ciebie i Twoją twórczość? Jak to wszystko przez te lata się zmieniało?
Co do artystów, to mam kilku ulubionych, choć przez lata zmieniały się moje poglądy na temat ich sztuki. Na szczególna uwagę zasługują Albrecht Dürer, Sandro Botticelli, Leonardo da Vinci, zaś z bardziej współczesnych van Gogh. W sztuce Dürera uwielbiam prostotę formy, a zarazem jej szczegółowość. Jeżeli chodzi o tematykę prac najbliższy jest mi Botticelli – był on, jak ja go nazywam, ,,malarzem pięknych buziek”, a w zasadzie jednej. Przyznam, iż pomysł posiadania jednej modelki przypadł mi do gustu. Postanowiłem, idąc w ślady mistrza, wytypować, moim zdaniem najpodobniejszą do Simonetty Vespucci kobietę. Wybór padł na Emmę Watson. Dlatego też często w moich pracach można dostrzec jej wizerunek. Jeżeli zaś chodzi o dwóch pozostałych artystów, sprawa przedstawia się następująco. Leonarda kocham i nienawidzę jednocześnie. Kocham za nieskrępowany umysł pełen genialnych idei. Nienawidzę za to, że poczynił portret Mona Lisy. (Śmiech). Z van Goghiem jest podobnie: cenię jego geniusz i twórczość, a w szczególności jego wrażliwość i indywidualizm, które tak pięknie ukazał w swoich dziełach. Mimo, iż często mocno się inspiruję czyjąś twórczością, zawsze robię to w swój własny specyficzny sposób. Zauważyłem, że ostatnio mocno dojrzewam artystycznie, bardzo mnie to cieszy; śmielej dobieram paletę barw, częściej też eksperymentuję ze sztuką, mieszając różne style. Ten sam postęp dostrzegam też w swoich pracach graficznych i rzeźbiarskich. Chęć zmian i nieustanne próby odkrywania samego siebie, poszukiwanie własnego stylu – to wszystko pozwala ewoluować mojej sztuce.

A czy wiesz, jak inni odbierają Twoją sztukę?
Myślę, że dosyć pozytywnie. Trudno jest mi powiedzieć coś więcej, bo tak naprawdę nie wiem co myślą odbiorcy mojej sztuki. Jeżeli tworzę coś bardziej surrealistycznego, abstrakcyjnego, to wtedy często ludzie pytają mnie, co dany obraz przedstawia, czym się inspirowałem itp. Sądzę, że jakieś zainteresowanie tym, co tworzę, jest.

A Ty, jesteś samokrytyczny?
Różnie. Czasami wiem, że dany obraz jest dobry, a czasem mam mieszane uczucia. Zdarza się, że mam świadomość tego, iż coś trzeba poprawić, zmienić, ale potrzebuję czasu, żeby dostrzec źródło mojego niezadowolenia. Bywa też i tak, że pod wpływem argumentów innych ludzi uświadamiam sobie zalety danego dzieła, zmieniam opinię na temat tej konkretnej pracy, ale to zdarza się naprawdę bardzo rzadko.

Wiem, że od jakiegoś czasu prowadzisz warsztaty plastyczne w Galerii Kultura. Mógłbyś mi opowiedzieć jak to wszystko się zaczęło?
Może zabrzmi to śmiesznie, ale to naprawdę bardzo długa historia. Zajęcia plastyczne prowadzę od kilku lat w różnych placówkach. W tym roku podjąłem też pracę instruktora plastyki w przedszkolu. Możliwość prowadzenia zajęć w „Kulturze” pojawiła się nagle. Przyznam, że jeszcze parę miesięcy temu chciałem zrezygnować z prowadzenia zajęć definitywnie. Takim przełomem i czynnikiem, który wpłynął na zmianę mojego nastawienia, był protest moich uczniów. Bardzo chcieli, abym to ja nadal prowadził zajęcia. W akcie desperacji, co niektórzy, zjawili się nawet na moim wernisażu. Przyznam, schlebiło mi to i dało kopa do dalszego działania. Wiem, że nie jestem tak przystojny jak Michelle Pfeiffer w ,,Młodych gniewnych”, ale cała ta sytuacja przypomina mi nieco epilog tego filmu. Kto oglądał, ten wie, że moim uczniom należy się całe pudło batoników… Ups, słowo się rzekło. Głównym problemem pozostawał brak lokalu, w którym mogłyby odbywać się zajęcia. Z pomocą przyszła nam Agnieszka Janiszewska, która to, zrozumiawszy problem, z chęcią zaproponowała pomoc. Początkowo jedna grupa przerodziła się w kilka, i tak oto oficjalnie zacząłem prowadzić warsztaty artystyczne w Galerii Kultura.

Wspomniałeś coś jeszcze o pracy w przedszkolu…
Owszem. W Akademii Młodego Człowieka, czyli przedszkolu, w którym obecnie pracuję, przypadła mi rola instruktora zajęć artystycznych. Muszę przyznać, że praca z tak małymi dziećmi różni się diametralnie od pracy, chociażby, z pierwszoklasistami. Dzieci oprócz wspólnych zajęć plastycznych mogą też odwiedzić mnie w kąciku plastycznym, gdzie tworzą indywidualne prace na dowolny temat. Wbrew pozorom taka praca daje wiele możliwości i rozwija kreatywność zarówno dzieci, jak i samego prowadzącego.

Kończąc już naszą rozmowę, może chciałbyś dodać coś od siebie?
W sumie to czemu nie. Pozwolisz, że wyjątkowo nie powiem nic o sobie, przynajmniej nie wprost. Chciałbym zwrócić się do tych, którzy uważają, że nie są w stanie zrealizować swoich marzeń, od razu skazując się na przegraną. Wszystko to zależy tylko od nas. Jeśli będziemy dążyć do wyznaczonych celów, będziemy bliżej sukcesu, niż gdybyśmy tylko o nich marzyli, nie czyniąc niczego, aby je zrealizować. Ach, ta wzniosłość i patetyczność – cały ja.
strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.006 sekund