Drukuj

Przepraszam i dziękuję

Wywiady: Bartosz Szumowski

Z Tomkiem Markiewiczem - zwycięzcą konkursu Wydarzenie Roku 2010, rozmawia Bartek Szumowski.

B.S.: Czytelnicy "Kultury Siedleckiej" uznali promocję Twojej książki Gwiazdozbiór Tomka Markiewicza za najważniejsze wydarzenie ubiegłego roku. Jak myślisz, dlaczego?
T.M.: Wydaje mi się, że ten plebiscyt jest miarą sympatii naszych bliższych i dalszych znajomych. Ludzi, z którymi na co dzień się nie spotykamy, bo nie mamy na to czasu, ale oni o nas nie zapomnieli. Przypominam, że wśród nominowanych był koncert "Najpiękniejsze Siedleckie" i, biorąc pod uwagę jego rozmach oraz obsadę, to on powinien zostać "Wydarzeniem Roku". Ale może jest tak, że duże widowiska wygasają w naszej pamięci wraz ostatnim akordem i powrotem do domu, a bardziej pamięta się o konkretnych osobach. Bo w ludziach jest potęga. To oczywiście tylko hipoteza. Pamiętam moment, gdy informacja o nominacjach wypłynęła do internetu. Zaczęły do mnie docierać sygnały niczym z Powstania Warszawskiego: "Tomku! Zbuczyn głosuje", "Mordy głosują", "siedlczanie w Warszawie", "studentki z Siedlec", "Twoja szkoła" i tak dalej, i tak dalej. A ja nie bardzo w to wszystko wierzyłem... Bo niby czemu ludzie mieliby zawracać sobie mną głowę? Każdy z nich ma swoje sprawy, codzienne troski i problemy. No i teraz mi głupio. Wczoraj usłyszałem od znajomej: "Słusznie, że ci głupio, bo ludzie bardziej wierzyli w ciebie niż ty w ludzi". Przepraszam więc za brak wiary i dziękuję - za trzymanie kciuków oraz esemesową bezinteresowność. Oczywiście gratuluję mojej redakcyjnej koleżance - Marioli Zaczyńskiej - zajęcia drugiego miejsca.

B.S.: Czym jest książka, którą promowałeś 21 kwietnia 2010 r.?
T.M.: Gwiazdozbiór, to swego rodzaju patchwork, kalejdoskop 15. lat. Nie byłoby go bez np. obecności na największych festiwalach muzycznych w Polsce - od Opola, przez Sopot i Jarocin, po "Castle Party", gdzie przez wiele lat bywałem jurorem. To ważne, ponieważ po Gwiazdozbiorze zacząłem być postrzegany wyłącznie jako pan piszący o gwiazdach. Już nikt nie pamięta, jak biegałem po scenie w czarnej koszuli i śpiewałem na rockową mroczną nutę. Że organizowałem koncerty grupom "Closterkeller" i "Farben Lehre". Tak! Ja do dzisiaj słucham "Dead Can Dance" i "Bel Canto". Moje prywatne sympatie wiążą się z niszową muzyką. Od razu więc mówię, że w Gwiazdozbiorze też są artyści niszowi oraz tacy, którzy mają bardziej ambitne spojrzenie na sztukę, jak nieżyjący już Grzegorz Ciechowski, Marek Grechuta czy Jacek Kaczmarski. Ale również Tomasz Stańko i Michał Urbaniak. O Robercie Gawlińskim, Violetcie Villas czy Irenie Santor też zapomnieć nie mogę. Ale typowych celebrytów tam nie znajdziecie - chyba że się bardzo uprzecie. Nie interesują mnie rozmówcy, którzy stawiają wyłącznie na blask fleszy i salonowy blichtr, ale nic nie tworzą. Z całym szacunkiem dla pani Joli Rutowicz, ale ona nawet nie gra w żadnym kiepskim serialu, więc o czym my mamy rozmawiać?

B.S.: Gdy mówimy o promocji towarzyszącej wydaniu Twojej książki, nie możemy zapomnieć o tym, że prowadziłeś ją nie tylko w Siedlcach. Ciężko było?
T.M.: Chciałem mieć trasę z prawdziwego zdarzenia. I miałem taką trasę: 30 miejscowości w całej Polsce - od Pomorza, przez Mazury aż po Śląsk. Sam to wszystko zorganizowałem. I z tej jednej rzeczy mam prawo być dumny. Bo było ciężko, cholernie ciężko,ale nie żałuję. Pamiętam, jak z walizką pełną książek przesiadałem się do 2 pociągów, 3 tramwajów i autobusu, by z Olsztyna zdążyć na spotkanie w Gdańsku. Huczał wiatr i padał śnieg jak diabli. Najtrudniejsze były dłuższe, 3-dniowe trasy, np. Koszalin, Słupsk czy Ustka. Wyczerpujące emocjonalnie. W Katowicach uciekł mi ostatni pociąg, siedziałem na peronie i waliłem pięścią w szyny. Spóźniłem się na wieczór autorski w Kielcach. Ale ja tego pragnąłem, autentycznie. Na spotkaniu w Olsztynie fartem miałem reportera RMF FM, Gwiazdozbiór poszedł w eter. W Gdańsku w auli Uniwersytetu czekało prawie 500 osób - studenci i Uniwersytet III Wieku. Kiedy tam wchodziłem, miałem nogi z waty, trema, ale tylko przez pierwsze 10 minut. Poradziłem sobie, ludzie kupili 55 książek, ulga...

B.S.: Czy dziś inaczej wymyśliłbyś siedlecką promocję Gwiazdozbioru?
T.M.: Tak, bo czułem się wypompowany po tej całej trasie. Siedlce były zaraz po Gliwicach i Katowicach, a ja nie miałem już siły. Dosłownie. Nie boję się przyznać do błędów, a tam wkradł się mały patos. Poza tym, to było tuż po katastrofie smoleńskiej - wielkie napięcie i ciągłe zmiany decyzji w sprawie żałoby. Kilku aspektów bym jednak nie zmienił. Wielką frajdę sprawili mi swoją obecnością Anna Szałapak ("Piwnica pod Baranami") i Artur Orzech oraz nasi wspaniali siedleccy artyści. Nie zmieniłbym też organizatorów. Dziękuję Jadwidze Madziar, Eugeniuszowi Kasjanowiczowi i całej Miejskiej Bibliotece Publicznej, Jackowi Garbaczewskiemu - ówczesnemu dyrektorowi NoveKino Siedlce oraz Mariuszowi Woszczyńskiemu i Arturowi Mydlakowi z Miejskim Ośrodkiem Kultury. Za sympatię i zrozumienie. A za całokształt? Mirek Greluk, który jest ze mną od początku i zawsze będzie, pomaga mi w najbardziej drobiazgowych sprawach, jest moim menadżerem. Wojtek Górecki i "Masters Promotions" - bez nich nie byłoby tej książki. Serdeczne dzięki wszystkim sponsorom i patronom medialnym. Brak mi słów, żeby wyrazić swoją wdzięczność.

B.S.: Nad czym obecnie pracuje Tomek Markiewicz?
T.M.: Książka i trasa po Polsce otworzyły mi nowe furtki i możliwości. Przygotowuję 2 nowe książki, jedną w ramach stypendium Prezydenta Miasta Siedlce. Pierwsza, Siedlce oczyma gwiazd, pokaże nasze miasto przez pryzmat wybitnych postaci kultury i sztuki, które zna cały kraj. Opowiedzą o swoich zawodowych i prywatnych kontaktach z Siedlcami, o ulubionych miejscach i przyjaciołach. Czy komuś przyszłoby do głowy, że Robert Gawliński spędzał tu Sylwestra? Albo że na tutejszych scenach zdobywali swoje pierwsze nagrody bracia Golcowie i Grzegorz Halama? A co łączy z Siedlcami Katarzynę Figurę i Zbigniewa Wodeckiego? Z tej książki czytelnicy dowiedzą się też, dlaczego Siedlce są tak prężnym ośrodkiem w dziedzinie tańca, jazzu i poezji śpiewanej. Druga książka nosi roboczy tytuł Polak w wielkim świecie. Jej bohaterami są ludzie, którzy swoim przykładem dowodzą, że polscy artyści i sportowcy mogą osiągnąć sukces na międzynarodową skalę.

B.S.: Myślisz już nad koncertem takim jak ten, który towarzyszył premierze Gwiazdozbioru?
T.M.: Tak. I - ze względu na liczne kontakty, jakie udało mi się nawiązać w ostatnim czasie - już nie mogę się doczekać. Myślę o Marii Szabłowskiej czy Wojciechu Fibaku. Pan Wojciech to legenda, nie od dziś mówi się o jego kontaktach towarzyskich z gwiazdami światowego show-biznesu - Carlą Bruni, Erickiem Claptonem czy Robertem De Niro. Złapałem też fajny kontakt z Peterem z "Vadera". Ten polski metalowy zespół koncertuje po całym świecie - od Brazylii po Japonię. Peter co i rusz wysyła mi z iphone'a informacje z trasy po Stanach. To bardzo sympatyczne. I wiesz, kogo jeszcze bym zaprosił? Panią Jolę Czaderską-Hayek z Hollywood. Niesamowita, energiczna babka, na jej bankiety przychodzi cała śmietanka światowego filmu. Dosłownie spadłem z krzesła, gdy 31 grudnia znalazłem w swojej skrzynce życzenia: "Panie Tomek... Happy New Year". I czy to może być dla mnie zły rok, jeśli pierwsze noworoczne życzenia dostaję z Hollywood?
strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.015 sekund