Drukuj

Trafić do podświadomości

Wywiady: Przemek Iwanek
Marcin Kożuchowski, wokalista, gitarzysta i frontman zespołu Norvid, na pierwszej płycie przedstawiony również jako Marty Sheepskin. O płycie, muzyce ogólnie i paru innych sprawach rozmawia z nim Przemek Iwanek.

Norvid nagrał pierwszą płytę. To ważna chwila dla zespołu. Jak dziś wygląda tworzenie muzyki od strony marketingowej?
Kiedyś sprawa była jasna - zakładasz zespół, grasz koncerty, robisz wszystko, żeby wydać płytę i załapać się do wytwórni. Internet wywrócił wszystko do góry nogami. Miejsce wytwórni częściowo zajęły liczne portale muzyczne, konwencja części z nich zaczyna się wyczerpywać. Myspace zaczął zjadać swój ogon... Myspace staje się drugim Facebookiem i to błąd.

Więc jak teraz można promować płytę? Zadanie stało się trudniejsze.
Ja nigdy nie czułem się dobry w kwestiach marketingu i nigdy mnie nie ciągnęło do bycia własnym menadżerem. Na pewno trzeba grać dużo koncertów, trzeba być obecnym w Internecie i trzeba mieć coś do zaoferowania.

Jednak nadal własny materiał pozostaje podstawą. Na szczęście technologia poszła do przodu i w tej chwili właściwie można nagrać materiał bez specjalnego studia.
Zależy jaką ma się koncepcję. Pewien minimalizm sprzętowy może zaowocować ciekawym soundem. My postanowiliśmy nagrać płytę w Siedlcach. Natomiast miksy powstały już w Lubrzy, w studiu RecPublica, na naprawdę poważnym sprzęcie. Mastering zrobiliśmy w studiu Sonus - również na dosyć dobrym, analogowym sprzęcie. Po prostu chcieliśmy uzyskać takie brzmienie. Nagrywanie płyty to była niesamowita przygoda. Natomiast jeśli
miałbym naprawdę dużo pieniędzy, to zrobiłbym miksy i mastering w Abbey Road, na sprzęcie, na którym nagrywali Beatlesi, Pink Floyd. To ma dla mnie duże znaczenie, naprawdę. Opeth mastering ostatniej płyty zrobił w Abbey Road. W ogóle nie mam pytań.

Gdzie można dostać wasz album?
Chwilowo można go kupić bezpośrednio od nas na koncertach lub w siedleckim Audiomaxie.

Trudno jest promować alternatywne płyty w Polsce. Muzyka, wywodząca się z ekstremalnego rocka, z założenia jest niszowa. Jak rock zawsze był muzyką popularną, tak metal nigdy nie był śpiewaniem o koniku na biegunach. To są inne tematy, trafiają do dość zamkniętego kręgu odbiorców. Sami wybieracie trudną drogę do popularności.
Wiesz co, z nami jest trochę tak, że wprawdzie w naszej muzyce metal jest jakoś tam obecny, ciężki rock czy jakkolwiek to nazwać... Natomiast nie czujemy się zupełnie zespołem dla metalowców. Typowa publiczność metalowa absolutnie do nas nie przystaje. Bo jesteśmy zbyt pokręceni, czasami popowi, czego się absolutnie nie wypieram. Jakaś popowa wrażliwość jest mi bliska. Jesteśmy zespołem hipsterskim, ogólnie można powiedzieć (śmiech). Szukamy
przekazu spontanicznie rockowego, ale na poziomie bardziej podświadomości, a nie na poziomie bezpośredniej komunikacji. Eksperyment z podświadomością, trafianie do podświadomości. Marzy mi się, żeby nasi fani brali psychodeliki (śmiech).

Wasza muzyka wychodzi z konwencji ciężkiego grania, ale nie do końca, z drugiej strony idziecie trochę w alternatywę, wspominasz nawet o popie. Oczywiście, najciekawsze rzeczy zawsze dzieją się na pograniczu różnych stylistyk, ale czy nie jest to słabością, że nie macie docelowego odbiorcy?
Generalnie naszymi odbiorcami są ludzie myślący i uduchowieni.

Bardzo ładnie to powiedziałeś (śmiech). Taki nurt zaczyna się gdzieś chyba
pojawiać. Choćby wspomniany już Opeth - od łupanki przeszedł w stronę bardziej inteligentnego grania. Tak robi coraz więcej kapel.

Tu nie chodzi nawet o sam metal. To jest ta bardzo dynamiczna, silna ekspresja. To nie jest heavy metal, oh yeah! Są pewne emocje, które da się wyrazić tylko w taki, a nie inny sposób. Nie wiem, może za kilka lat nagramy płytę w całości improwizowaną albo akustyczną, albo na syntezatorze jednym palcem. Najważniejsze są emocje.

Bartek Chaciński w swoim blogu na stronie "Polityki" pisze o tym, że ostatnio ekstremalne formy rocka zaczynają wychodzić z podziemia. Opowiada
o wielkiej karierze black metalu z Kalifornii, o tym, że "New Yorker" opisuje entuzjastycznie koncerty blackowych kapel, takich jak Liturgy czy Wolves in the Throne Room. A przecież w Polsce Nergal został celebrytą, człowiek, który reprezentuje skrajne odmiany metalu. Myślisz, że ekstremalna estetyka zaczyna przenikać do mainstreamu?

Jeśli chodzi o zespoły, o których wspomniałeś, tzw. post black metal, to nie sądzę, żeby to było przenikanie do mainstreamu. To wciąż bardzo niezależna muzyka, dużo bardziej niż metal głównego nurtu, który się spotyka na festiwalach. Liturgy grało na OFF Festivalu, trudniej jest mi ich wyobrazić sobie na festiwalu typu Metalmania. Pojawiło się coś takiego jak metal dla niemetalowców, metal dla ludzi myślących, hipsterski metal. Jest mi to bliski nurt, niekoniecznie muzycznie wszystko łykam, ale jeśli chodzi o Attitude - to jak najbardziej. Natomiast Nergal. Hmm. Ciekawy temat. Ja kocham muzykę, słucham bardzo różnych rzeczy. Nie ukrywam, że dla mnie metal w dużej mierze jest wieśniacki. Czasami lubię sobie zaaplikować pewną dozę kiczu, czemu nie? Queen jest kiczowaty strasznie, ale to jest ten kicz fajny, nawet bardzo fajny. Traktuję to bardzo wybiórczo. Jeśli wejdziesz na metal-archiwes.com, to masz tam napisane, że w tym miesiącu wyjdzie 150 płyt z metalowych wytwórni. Kto jest w stanie to przesłuchać? Zdarzają się perełki, ale ten gatunek zachodzi. Zbyt dużo jest zespołów. Ile można słuchać tych samych kopii Morbid Angel czy czegokolwiek? Muzyki wychodzi tyle... a ja ciągle próbuję przesłuchać lata 70. i ciągle się nie da. Nie nadążam za wszystkimi nurtami, trendami.

Masz za sobą naukę w szkołach muzycznych, kończysz muzykologię. Szkoła daje dobre podstawy i rozwija technikę, ale czy nie jest też tak, że wykształcenie muzyczne wtłacza w pewne ramy? Ogranicza?
Trzeba do każdej formy edukacji podchodzić z dystansem. W ogóle do życia należy podchodzić z dystansem. To dobra puenta (śmiech).

Mamy już parę dobrych puent.
Tak. Szkoła muzyczna może zrobić zdolnemu człowiekowi krzywdę. Jeżeli nie ma on w sobie na tyle siły, może nie pewności siebie, ale pewnej refleksji, to raczej nie osiągnie wiele w muzyce czy w ogóle sztuce. Bo ważna jednak jest osobowość, choć nie twierdzę, że ja mam jakąś osobowość. Ale artysty nie stworzą nauczyciele. Im bardziej ktoś próbuje na głowę założyć ci za mały hełm, tym bardziej człowiek się uodparnia i jest przekonany o swojej sile,
swojej indywidualności. Chyba tak. Chyba coś w ten deseń.

Śpiewasz po angielsku.
Tak. Wiesz, po polsku jest trudno (śmiech). Niewdzięczny język do śpiewania. Przymierzam się do napisania w najbliższym czasie czegoś po polsku.

Celując za granicę, śpiewanie po polsku raczej odpada.
Tak, natomiast jak się uda trafić, tym bardziej będzie trzeba zrobić coś na przekór.

Powiedz mi, kiedy Was zobaczę na dużych imprezach, międzynarodowych festiwalach, niekoniecznie w kraju? Gdy słucham Waszej muzyki, myślę, że nie ma kompleksów wobec tego, co można usłyszeć za granicą.
Cieszę się, że tak sądzisz, póki co spotykamy się z miłymi opiniami z branży, bo trochę przeniknęliśmy tam do różnych ludzi, którzy są bardzo poważni i jednocześnie wcale nie (śmiech).

To kiedy?
W maju 2014, 2013.

Życzę powodzenia i czekam, kiedy zobaczę Was na plakatach dużych imprez,
niekoniecznie w Polsce. Bardzo Wam kibicuję.

Jeśli nie zobaczysz nas na dużych scenach w przeciągu kilku lat, to na pewno
spotkasz w knajpie pijących spirytus (śmiech).

Trzymam za słowo, dzięki za wywiad.
strona główna | e-kultura | kalendarium | relacje | kontakt | linki | stowarzyszenie tutajteraz | polityka prywatności
Copyright 2010 © stowarzyszenie tutajteraz. All rights reserved.
Powered by Projektowanie stron Siedlce
Strona wygenerowana w 0.004 sekund